Archiwum bloga

piątek, 26 czerwca 2015

Wspomnienia o rodzinie Kisielnickich z Zielonej na podstawie "Listów" Narcyzy Żmichowskiej

Wielokrotnie na tym blogu pisałam o związkach Narcyzy Żmichowskiej ( pisarki, feministki, pedagoga) z rodziną Kisielnickich. Narcyza była blisko zaprzyjaźniona z Anną Kisielnicką, żoną Włodzimierza i często przebywała tu w gościnie .
Czegoś bliższego o dawnych właścicielach pałacu możemy się dowiedzieć dzięki korespondencji , jaką Narcyza prowadziła zarówno z Anną Kisielnicką, jak i z innymi osobami.
"Listy " Narcyzy doczekały się wydania w 2009 roku i stały się źródłem wiadomości o wspomnianej rodzinie.
 W ubiegłym roku dwa tomy "Listów" nasza biblioteka otrzymała od pana Juliusza Madalińskiego, spokrewnionego z rodziną Kisielnickich, a także przyjaciela naszej biblioteki.
Postaram się tutaj stopniowo wypisywać fragmenty, które nawiązują do Zielonej i Kisielnickich.
Narcyza przez jakiś czas była nauczycielką Anny Kisielnickiej, były także blisko zaprzyjaźnione ze sobą.
Tak pisała Narcyza z Obiezierza, w 1844 do Anny Kisielnickiej:

"(...) Moja Andzia, moja Nucia, moje najlepsze zepsute dziecko, już za mąż poszła! (...). Znasz świętość obowiązku- otóż w małżeństwie najświętszym obowiązkiem jest szczęście. Bądź szczęśliwą przez powinność. (...)"

Odwiedziny Włodzimierza Kisielnickiego u Narcyzy w Warszawie. 1845 rok, list do Anny K.

" Pan Włodzimierz był tak poczciwy, że mię w mojem nowym pomieszkaniu odwiedził, może ci więc wspomniał, jak ja w niem wyglądam."

Do swojej bytności w Zielonej, w majątku Kisielnickich, Narcyza nawiązywała często w swoich listach.

W liście z Rzeczycy z 1849 roku do Anny Kisielnickiej czytamy: "(...) gdyśmy razem siadywały w owym pokoiku z kominkiem mojej zwykłej , gdy przyjadę stancyjce.Już to nie ma miejsca, niż Zielona do wspólnych pogadanek, do cichego życia."

Narcyza często pośredniczyła pomiędzy rodziną Kisielnickich polecając bądź guwernerów dla ich dzieci, bądź też odpowiednich stancji, polecała, doradzała i informowała. W swoim liście do Anny z 1859 roku poleca swojego znajomego do przyuczenia na ich gospodarstwo.

"Trzeba mi koniecznie protekcyi do pana Włodzimierza więc najbliższą obieram. Jedzie do was Ludwik Dłużewski, siostrzeniec Dzwonkowskich, od Sw. Jana ma już przyrzeczoną u Mittelstaedta 
praktykę, ale do Św. Jana trzeba jeszcze młodemu chłopcu czas zająć, przywyknienie do pracy zaszczepić. Tak tu wszyscy zachwalają gospodarstwo w Zielonej, że rodzina bardzo by pragnęła na to półrocze pod okiem właściciela go umieścić; wiem, że jeśli tylko będziesz mogła, to zadość życzeniom naszym uczynisz, u męża opiekę wyjednasz, od siebie dasz poczciwą i macierzyńską opiekę dobremu, a bez rodziców chłopcu. Nic nie wiem, jakie się dla twoich synów umieszczenie znalazło, bo się już potem z panem Włodzimierzem nie widziałam, ale z tobą się zobaczę po świętach- wszak prawda?

Narcyza tęskniła za Zieloną i towarzystwem Anny K., świadczy o tym chociażby list z 1860 roku:
"...kiedy mię nawet pytają, czy gdzie tego lata nie ruszę się z Warszawy, to wszystkim odpowiadam, że całe lato u Andziulki w Zielonej spędzę (...)"

O czasie, jaki spędzała w Zielonej dowiemy się m.in. z listu do Bianki z 1860 roku:

"(...) Żyłam jak turek wśród wygód i z poczuciem fatalizmu (...) Pamiętasz bez wątpienia , że niegdyś byłam guwernantką  w domu pp. Kisielnickich; Anna, uczennica moja , najpoczciwsze na świecie dziecko, poszła także za p. Kisielnickiego, mieszka w Mławskim, wioska się nazywa Zielona i prawdziwie dotychczas jeszcze , choć to październik, usprawiedliwia swoje nazwisko. P. Włodzimierz Kisielnicki jest sławnym na całe województwo gospodarzem , jest członkiem korespondentem Towarzystwa Rolniczego , zasiada w obywatelskiej delegacyi, lustrującej w razie potrzeby stosunki panów z włościanami i kilka jeszcze t.p.obywatelskich godności piastuje. Lecz dla ciebie ta okolica nie powinna być zupełnie obcą, mieszkają tu Zarębowie słyszałam nawet , że ich w tym czasie ktoś z Poznańskiego odwiedzał ; lecz między tem państwem a Zieloną  przystygły bardzo sąsiedzkie stosunki.  Zaręba awanturzył z chłopami ( ...)".

" W Zielonej bardzo dobrze , bardzo dobrze: rodzinne życie przykładne , obywatelskie , nad innymi celujące, moja Andzia jak pociecha , jej matka która ciągle teraz dla słabości córki bawi, istnie jak troskliwość , mieszkanie w domku odosobnionym, cichym, brakuje mi tylko ptasiego mleka i ... Warszawy."

Anna Kisielnicka często zapraszała Narcyzę do majątku w Zielonej.

" Kiedy ja do Zielonej zawitam, to już mi pytaniem tęsknoty nie drażnij; zawsze niby owa droga jest bliską w projektach, a daleką w przyszłości się okazuje."

Pomiędzy Warszawą i Zieloną często kursowały przesyłki, do których obie przyjaciółki przykładały duże znaczenie.
"Andziu, przyślij mi nasionek , szczególnie też, jeśli masz nasienie mimozy i przyłącz do nich informacyę, jak mają być pielęgnowane, bo jakoś mam dwie doniczki najpospolitszych kwiatów, a wcale nie prosperują. Czy też i fuksyi nie masz? Kwiatek to śliczny, a duszy weselej, jak co w okienkach się zieleni."
W swoich listach do Anny Narcyza wspomina także Włodzimierza:
" O zdrowie pana Włodzimierza jakoś mi się nie kleją zapytania, bo też przyznam się, że w przeczuciu żadna nie odzywa się niespokojność: widzę go prawie siadającego na tę małą doskonałą bryczuszkę i wiem, że się śpieszy ogromnie- przytrzymaj go Andziu, choć za połę od szuby i powiedz, żem go jak najżyczliwiej pozdrowić kazała, że tu moim wszystkim bardzo życzliwe zostawił wspomnienia. Jeden mówi, że sympatyczny, drugi, że ma takie wojskowe ruchy, trzeci, że pociąga swoją otwartością - a co panny mówią, szczególnie panna Ludwika Szyndlarska, to już dla świętej domowej spokojności nie powtórzę, tem bardziej, że p. Włodzimierz nie ma już czasu słuchać, prawda? Niech mi się tylko spytają: Co tam w Zielonej p. Kisielnicki robi? zaraz zgadnę- śpieszy się- i cóż, czy tak nie jest? Powiedz nawet Zygmusiowi i Lutkowi, że o nich także zgadywać umiem. Teraz jest np.sobota , 10 godzina z rana , Zygmuś na odwagę przeciw gramatyce zajada drugie śniadanie, a Lutek myśli tylko, jakby się to na dziedziniec lub do ogrodu niespodziewanie wysunąć; czas dość pogodny, choć trochę mroźny, wielka ochota bierze, na które drzewko bezlistne się wdrapać, a nuż mama do polskiego czytania zawoła? ... Biedny Lutek!...Wacław szczęśliwszy od niego, jeśli się tak, jak za moich czasów sprawuje.(...)"

Przyjaciółka wysyłała czasem upominki dla dzieci Anny starając się dopasować je do ich chłopięcych upodobań:
"Zebrałam kilka drobiazgów dla dzieci twoich, uściskaj je najpierw od ciotki Narcyski, a potem daj każdemu do wyboru, czy tez zgodzą się z moją myślą. Przy farbach miałam na pamięci Ludka rozpaczającego , że mu jakichś kolorów dać nie chciałaś;kałamarzyk sądziłabym dla Zygmusia, a zapałki dla Karolka, który ciemności nie lubi; niech wszelako sami pomiędzy siebie rozdysponują; dla Wacławka na ten rok tylko przez twoja rękę znak krzyża nad kolebka zakreślam (...)"

Kiedy w 1862 roku zmarł Włodzimierz Kisielnicki jego żona Anna znalazła się trudnym położeniu materialnym. Wierzyciele upominali się natychmiast o spłaty zadłużeń.  Wiadomo, iż Włodzimierz dużo inwestował we wciąż rozwijające się gospodarstwo, kupował nowe rasy bydła, miał wspaniałą stajnię, jako pierwszy na Mazowszu zastosował nawozy na większą skalę, budował, rozbudowywał  budynki gospodarcze ( gorzelnia).  Pomimo wielu przeszkód Anna nie zdecydowała się na sprzedaż majątku w Zielonej. Przez pamięć męża, a także chęć pozostawienia synom spuścizny ojca, wytrwale walczyła o wyjście z tej trudnej sytuacji.
Pisze o tym w jednym z listów Narcyza:
"Ostatnie pozdrowienie przesyłam wam z mławskiego- czy sobie przypominacie jeszcze? bawiłam u swojej Andzi przez całe lato zeszłoroczne, wyjechałam w listopadzie. Od św. Michała przed moim wyjazdem większa połowa obwodu była już sprzedana jakiemuś ajentowi, który na rzecz jakiegoś stowarzyszenia niemieckiego dobra nabywał. - pomimo wielu utrudnień gospodarskich, Andzia nie chciała jednak sprzedać Zielonej, choć były rady potemu - ale Zielona ! praca nieboszczyka męża, pamiątka kilkunastu lat szczęśliwego pożycia, a więc sentyment niewieści... ot uparła się i nie sprzedaje, zachowa synom swoim."
Anna miała wiele planów, jeśli chodzi chodzi o prowadzenie gospodarstwa po śmierci męża, wszystko to interesowało także Narcyzę:
"Bardzo niecierpliwie wyglądam różnych wiadomości o twoich projektach ; czy i komu Niedzborz w dzierżawę puścisz? jak ci się zmiana gorzelni opłaca? Wspominasz, że ją na pruski sposób urządziłaś, może z machiną parową? Ach! bo nie uwierzysz, jakbym dla ciebie machiny parowej pragnęła."

Rada familijna wyznaczyła opiekuna dla Anny po śmierci jej męża, dowiadujemy się o tym z listów.
"Otóż szkoda, moja Nuciu, że ja się nie znam na parowych machinach i na agronomii , że mię rada familjna twoim współopiekunem nie mianowała (...)"

O tym, że Anna wciąż borykała się z problemami finansowymi - znajdujemy potwierdzenie w cytowanych listach Narcyzy:
Rok 1866."Chciałabym mieć bliższe o twoich kłopotach szczegóły, za każdym przyjściem gazet pilnie przeglądam, czy w spisie wypłat likwidacyjnych Kuczborka, lub Zielonej nie spotkam; dotychczas nie spotkałam jeszcze, choć już było dużo dóbr z mławskiego wymienionych. O szkolnem powodzeniu twoich chłopców, o ich wakacjach tegorocznych takżebym chciała coś bliższego się dowiedzieć(...)"
"(...)Pocieszyłam się trochę, że przynajmniej, co najpilniejsze interesa pieniężne usunęłaś; donieś mi też, jak tegoroczne twoje rachunki gospodarskie stanęły, czy jest perspektywa, żeby oszczędnościami zacząć długi spłacać? czy też jeszcze procenta będą cię trapiły? Mój Boże? co to za ludzie w mławskim , że nie są kontenci , chociaż im kto procenta płaci, tylko się kapitału domagają.."
cdn..

Brak komentarzy: